home Wydarzenia, Wywiady/Recenzje Wywiad z zespołem Gra Sów

Wywiad z zespołem Gra Sów

GRA SÓW to zespół muzyczny, który powstał w 2017 roku w Poznaniu. Ich muzyka to jak sami określają:
„… pozorna prostota skrywająca w sobie sporą warstwę energii oraz chwytliwości. To piosenki poruszające tematy ucieczki od przeszłości, poszukiwania przyszłości oraz wszelkiej innej refleksji. To podróż do świata zbudowanego z pragnień i chęci działania, radości i smutku, poczucia młodości i starości.”
Członkowie zespołu:
Kamil Meler (wokal / gitary)
Marta Wołczecka (gitara elektryczna)
Tomasz Dopierała (gitara basowa)
Max Wolff (perkusja)
Zapraszamy do lektury!

Lubuskie Dobrze Rockuje: Opowiedzcie o początkach zespołu, jak i kiedy to się wszystko zaczęło?
Tomek: Po raz pierwszy spotkaliśmy się w drugiej połowie roku 2017, jednak w odrobinie innym składzie od tego, w którym gramy dzisiaj.
Kamil: Tak, pierwszym perkusistą był Patryk Robaczewski, obecnie gra z nami Maks Wolff. Zespół powstał we wrześniu 2017r. Właśnie przeprowadziłem się z Gorzowa do Poznania. Grałem w wielu zespołach w Gorzowie, m.in. Ex Aequo, RWA i Majos Squad. „Życie” każdego z tych zespołów było uzależnione od frontmana: gdy przywódca zespołu stracił zapał lub pomysł na zespół, pojawiały się zgrzyty, dziwne pomysły ratowania, aż do ostatecznego „dość” i zakończenia współpracy. Postanowiłem zaryzykować i założyć zespół w oparciu o moją twórczość i mój wokal. W nadziei, że się nie wypalę :). Tomka znalazłem przez portal internetowy typu „muzyk szuka, zespół szuka…”
Marta: Dla mnie początkiem był telefon od Kamila, którego znałam już pół życia.
Kamil: Oboje z Martą trzymaliśmy się swego czasu w jednej paczce w Gorzowie. Gdy dowiedziałem się, że mieszka w Poznaniu, zadzwoniłem i umówiliśmy się na próbę. Później przez znajomych znajomych znaleźliśmy Patryka Robaczewskiego, też zresztą rodowitego Gorzowianina.
Pierwotnie zespół powstał, by wystąpić w Geting Out Festiwal w Gorzowie. Rok wcześniej wraz z Majos Squad wygraliśmy ten przegląd i uznałem, że to dobry cel na początek… a wtedy też na koniec 🙂

LDR: Skąd pomysł na nazwę zespołu?
Kamil: Lubię gry słowne. „Gra Sów” to gra słowna w „Grze słów”. Reszta dodatkowych znaczeń, np. to że sowa to symbol mądrości i że to nocne zwierze, a więc w pewien sposób tajemnicze, to przypadek.

LDR: Jesteście młodą ekipą na scenie, jakie są Wasze główne inspiracje? Niekoniecznie tylko i wyłącznie muzyczne.
Tomek: Moje muzyczne inspiracje kształtowały się dwutorowo. Lata 90-te to alternatywny rock amerykański spod znaku takich wykonawców jak R.E.M., Neil Young, Live czy 10000Maniacs. Od początku nowego millenium moje zainteresowania muzyczne poszły bardziej w stronę Mysłowic i zespołów kształtujących tamtą scenę.
Kamil: A ja jestem fanem Myslovitz, stąd znaleźliśmy z Tomkiem wspólny grunt 🙂 Z pozamuzycznych inspiracji dla mnie na pewno Robert Kubica ze swoim uporem i nie dawaniu się przeciwnościom losu. Poza tym także jazda na rowerze, dobre filmy, książki i oczywiście pociągi.

LDR: Jak się ma sytuacja jeśli chodzi o wsparcie Waszych muzycznych poczynań ze strony rodziny?
Marta: Obecność moich rodziców na koncercie wywołuje we mnie dodatkową falę energii. Od dziecka mnie wspierali w tym temacie, zabierali na pierwsze lekcje gitary. Cieszę się, że dzisiaj mogę im podziękować dźwiękiem i uśmiechem ze sceny.
LDR: Wiadomo – zawód artysty to ciężki kawałek chleba. Czy traktujecie to jako dobrą zabawę, czy jednak jest plan, by granie było Waszym źródłem utrzymania?
Marta: Miałam w swoim życiu czas kiedy utrzymywałam się z muzyki. Mówiąc o tym zazwyczaj nie wspomina się o presji, która niejednokrotnie pcha w stronę grania niekoniecznie tego, co gra w sercu. Nie chcę tak dalej. Muzyka ma uzewnętrzniać to co mam w środku. Jeśli pozwoli mi się utrzymać, to tylko przy okazji. Jasne, że chciałabym kiedyś 8 godzin dziennie, które spędzam w pracy, móc poświęcić na próby i ćwiczenia. Ale nie za wszelką cenę.
Tomek: Podobnie jak wszyscy chyba znani nam muzycy, traktujemy granie jako świetna zabawę, ale jednocześnie – również podobnie jak wszyscy chyba znani nam muzycy – chcielibyśmy, żeby mogła być ona dla nas kiedyś również naszym źródłem utrzymania.
Kamil: Mamy świadomość, że szanse na życie z muzyki są jak 1 do 1000. W dużej mierze to jednak nie kwestia szczęścia, ale tego, co się reprezentuje. Trzeba pracować nad sobą, tworzyć nowe piosenki, nagrywać, promować, koncertować. Mieć świadomość, że jest trudno, ale się nie zrażać.
LDR: Wiele się zmieniło przez lata jeśli chodzi branżę muzyczną. Jakie widzicie jasne i ciemne strony tej sytuacji?

Tomek: Ja, jako najstarsza wiekiem osoba w zespole, mogę ocenić to w perspektywie tego, jak to funkcjonowało 20 lub 25 lat temu. Po pierwsze – dzisiaj rządzi Internet i polubienia na FB, dawniej o wszystkim decydowały wytwórnie muzyczne oraz nieliczne (w porównaniu do dnia dzisiejszego) media, które na nieporównywalnie większą skalę niż dzisiaj kształtowały gusta przeciętnego słuchacza i decydowały o tym, co było w mainstreamie. Po drugie – kiedy ja chodziłem do liceum nie miałem możliwości ani finansowych, ani (początkowo) logistycznych, żeby kupić sprzęt, który mogę w dzisiejszych czasach (dysponując odpowiednią ilością gotówki) nabyć bez problemu. Nie wspominając o braku materiałów do nauki gry na instrumencie lub (mieszkając w małym mieście) możliwości znalezienia nauczyciela do nauki gry. Po trzecie – 20 lat temu podstawowym elementem działalności zespołu była płyta (czasami bardzo droga w stosunku do przeciętnego wynagrodzenia), w dzisiejszych czasach jest to tylko element, który służy do promocji koncertów, które są głównym źródłem utrzymania dla artystów. Oczywiście dla tych, którzy „sprzedają koncerty”.
Kamil: Trudno nam określić sytuację branży muzycznej. Dla mnie problemem jest nie tyle ogólny spadek popularności rockowych koncertów, co nasza mała rozpoznawalność – oraz to, że gdy zakładałem poprzednie kapele, byłem w wielu szkolnym/studenckim, co zawsze ułatwiało zapełnienie sali. Obecnie staramy się być tak profesjonalni, jak to się da przy niskim budżecie, oraz szukamy sposobów na promocję i granie coraz lepszych koncertów. Współczesne kanały komunikacji są z jednej strony ułatwieniem, z drugiej, np. Facebook jest tak zapchany wszystkim, że trudno się przebić. Analizujemy opcje, być może niedługo stworzymy konto na TikToku 😉

LDR: Jakie jest Wasze zdanie na temat sceny rockowej w Polsce, której jesteście częścią? Jest przyjaźń, zrozumienie, wspólny cel, czy jednak więcej rywalizacji, konkurencji i niechęci?
Kamil: Nie doświadczyliśmy jeszcze tej sceny 😉 Nasz poprzedni perkusista, Jarek, zrobił sobie zdjęcie z Kasią Nosowską podczas Dni Gorzowa, więc chyba jest przyjaźń, a przynajmniej nie ma niechęci 😉
Tomek: Scena rockowa jest oczywiście o wiele bardziej różnorodna oraz liczna (wbrew pozorom) niż na przykład 20 lat temu. Z drugiej strony przez to, że granie rockowe jest już poza mainstreamem (oprócz nielicznych artystów lub tych, którzy swoje początki datują na lata 80-te i 90-te wieku poprzedniego) oraz przez to, że w dzisiejszych czasach jest o wiele więcej możliwości spędzania wolnego czasu niż chodzenie na koncerty, coraz ciężej jest znaleźć chętnych, którzy przyjdą na występ mało znanego zespołu rockowego w pubie (o większych scenach nie wspominając). Wielokrotnie próbując zorganizować nasz koncert słyszałem od właścicieli pubów, że nie opłaca im się to, bo „i tak prawie nikt nie przyjdzie” albo, że „u nas ludzie to tylko przyjdą na Roksanę Węgiel” – bez obrazy dla panny Roksany. Co do drugiej części pytania powiedziałbym, że nie ma przesadnie ani wspólnego celu czy też wielkiej przyjaźni, ale też nie istnieje wspomniana niechęć czy konkurencja. Po prostu każdy zespół szuka swojej publiczności, skupiając się na własnym ‘poletku’ i nie myśli przy tym czy kolegom / koleżankom w „konkurencyjnym” zespole się uda, ale też nie życzy im źle.

LDR: A jak oceniacie ewolucję gatunku, w którym gracie? Są jakieś inne załogi, z którymi wspieracie się nawzajem na polu nie tylko muzycznym?

Kamil: Jeśli chodzi o ewolucję, można odnieść wrażenie, że z jednej strony wybijają się twórcy używający mnóstwo elektroniki, z drugiej zaś w czasach ogólnego przyspieszenia liczy się prostota przekazu, może też żart. Artur Rojek wydał radosną płytę, to chyba znak innej epoki.
LDR: Jak moglibyście określić pozycję, w której się znajduje obecnie Wasz zespół?
Tomek: Obserwując zespoły rockowe w naszej okolicy, które mają podobny „staż” czy liczbę polubień na FB (niestety jest to w dzisiejszych czasach ważny wyznacznik „popularności”) mogę powiedzieć, że znajdujemy się w stosunku do większości z nich o malutki krok do przodu. Mamy wydaną płytę, nakręciliśmy teledysk (kolejne są „w drodze”), gramy koncerty (nie jest ich dużo, ale są), mamy regularne próby, rozumiemy się jako ludzie i muzycy…. A więcej? Trudno w dzisiejszych czasach oczekiwać dużo więcej na tym etapie rozwoju grając taką właśnie muzykę, mając ograniczone możliwości finansowe, czy też nie chcąc śpiewać o kebabach lub o podobieństwie pewnej części twarzy do koparki. Trzeba po prostu pracować systematycznie i wierzyć, że prędzej czy później ta systematyczna praca przyniesie efekty.
Kamil: Ostatnio osiągnęliśmy 1000 polubień na naszym fanpage’u na FB, dla nas to sygnał, że nie jesteśmy już kompletnie nieznani. Lubią nas już nie tylko nasi znajomi, ale też coraz odleglejsi ludzie. Ale wiemy, że jesteśmy nikim 🙂
LDR: Ostatnio zarejestrowaliście swój pierwszy album „Wolne Tańce”. Jakie macie dalsze plany i oczekiwania odnośnie tego wydawnictwa?
Marta: Samo wydawnictwo jako ukończone dzieło już cieszy. Jest dla nas kapsułą wspólnie spędzonych chwil, przegadanych tematów, godzin na salce, po stokroć powtarzanych fragmentów. Kiedy ją odtworzę za 10 lat, właśnie to będę widzieć.
Kamil: Dostaliśmy nasze płyty w połowie marca, tuż przed ogólnopolskim nakazem zamknięcia pubów i innych miejsc tego typu. Czekamy na powrót na scenę. Płyta będzie nam służyć jako gadżet dla fanów. Jeśli ktoś chce posłuchać kawałków z płyty już teraz, są na Spotify. Do płyty mamy póki co jeden klip („Fantastyczne stworzenia”) oraz animację („Włosy”). W planach jeszcze przynajmniej jeden klip i kilka animacji.
LDR: To Wasz pierwszy album w karierze. Już teraz po zarejestrowaniu macie uczucie spełnienia, czy jednak gdzieś z tyłu głowy kłębi się myśl, że można było coś zrobić inaczej/lepiej?
Kamil: Płytę nagraliśmy bardzo szybko od początku kariery. Zaledwie po roku weszliśmy do studia i zarejestrowaliśmy 12 piosenek. Wybieraliśmy je z chyba 18 numerów. Pewnie niektóre rzeczy zrobilibyśmy lepiej. Mamy nadzieję, że płyta zostanie ciepło przyjęta, a na drugą płytę będzie czekać już nie 1000, a 5000 fanów.
Tomek: Zrobiliśmy jeden z pierwszych dużych kroków do przodu. Trudno jest powiedzieć czy można było nagrać coś lepiej lub inaczej, ponieważ minęło bardzo mało czasu od momentu wydania płyty.
LDR: Pojawiliście się w studio z gotowymi numerami czy jeszcze w trakcie nagrań materiału powstały jakieś nowe utwory, które na gorąco zarejestrowaliście?
Kamil: Nie, mieliśmy wszystko ograne, weszliśmy by nagrać to, co graliśmy. Bez kombinacji. Często ekscytacja nowym utworem potrafi przesłonić jedno średniość.
Marta: Pojawiliśmy się z gotowymi numerami, ale z Kamilem jest tak, że w trakcie nagrań prezentuje jeszcze jedną partię i ona zawsze jest dobra. Tak było z „Fantastycznymi Zwierzętami”. Ostatni wers – „Gdy śpiewasz, świat śpiewa”, była dla mnie miłym zaskoczeniem.
LDR: Czy myślicie o tym, by tworzyć również teksty po angielsku, czy jednak ojczysty język daje większe możliwości słuchaczom dotarcia do sedna Waszego przekazu?
Tomek: Dla mnie osobiście śpiewanie po angielsku przez polski zespół to – kolokwialnie mówiąc – totalna chała. Twórczości anglojęzycznej jest dookoła nadmiar, a język polski jest piękny, również w muzyce. Wystarczy posłuchać piosenek z Kabaretu Starszych Panów czy Wojciecha Młynarskiego. A na mojej ulubionej płycie rockowej („Skalary, Mieczyki, Neonki” Myslovitz) nie ma zresztą prawie w ogóle słów….
Kamil: Był pomysł, aby przetłumaczyć piosenki na niemiecki. Tomek jest germanistą i dałby radę wykonać zgrabne tłumaczenie 🙂

LDR: Jak sądzicie czy mieszkając w innym rejonie kraju czy nawet świata, Wasza muzyka miałaby inne oblicze? Czy jest takie miejsce, do którego chcielibyście się przeprowadzić? 
Kamil: Osobiście chciałbym mieszkać w Gorzowie lub Międzyrzeczu. Muzyka zawsze jest odbiciem inspiracji, chociaż obecnie dostęp do wszystkiego jest powszechny, więc trudno oczekiwać, by miejsce miało wpływ na brzmienie.
Tomek: Ja osobiście nie mógłbym i nigdy nie przeprowadziłbym się dalej niż 30 kilometrów od Poznania, bo bardzo kocham to miasto i jestem przywiązany do ‘tutejszości’.

LDR: Koncerty są prawdziwą kwintesencją bycia muzykiem i zespołem. Są w Waszym dorobku jakieś sztuki, które szczególnie Wam utkwiły w pamięci i macie z nimi związane jakieś wyjątkowe wspomnienia?
Kamil: Największe gigi wciąż przed nami. Na pewno pierwszy występ w Lubuskiej Piwnicy Win w Zbąszynku był magiczny. Obecnie każdy koncert w Poznaniu jest bardzo miły, coraz częściej słyszymy śpiewy z publiczności.
Tomek: Ja z sentymentem wspominam nasz występ na GettingOut Festiwal 2018 w Gorzowie Wlkp., który zresztą wygraliśmy.

LDR: Czas epidemii to moment wyjątkowy dla nas wszystkich. Artystom na pewno jest ciężko. Brak koncertów rekompensujecie sobie innym aktywnościami muzycznymi? Jakie macie pomysły na zespół w tych trudnych chwilach?
Kamil: Mam to szczęście/nieszczęście, że pracuję w małej hurtowni, w której zawsze na wiosnę jest zbyt dużo pracy. Biorę więcej nadgodzin. Gram na basie, trochę na gitarze.
Tomek: Ja dużo czytam i przygotowuję zajęcia do szkoły (ponieważ jestem nauczycielem z zawodu). To i tak zabiera mi dostatecznie dużo czasu.
Marta: Czas kwarantanny pozwolił mi spełnić swoje marzenia, na które dotychczas nie miałam czasu. Uczę się produkcji muzycznej, dużo też słucham. Poszerza to moje horyzonty myślowe, pozwala inaczej podejść do tematów. Kamil wysyła nam nagrania swoich pomysłów, mamy czas żeby się nad nimi zastanowić, ułożyć jakiś aranż. Czuję się zainspirowana.

LDR: Czy ten trudny okres zachęca Was do tego by odreagować go w postaci nowych utworów/tekstów? Czy w dalszej przyszłości możemy liczyć w związku z tym na nowy materiał w postaci albumu inspirowanego obecnymi wydarzeniami?
Kamil: Powstało kilka piosenek, ale czas zweryfikuje, czy mają one jakąkolwiek wartość. Nie mamy obecnie prób, nie stać nas na potencjalne mandaty za podróże nie niezbędne do życia… Póki co czekamy i nie możemy doczekać się lata.

LDR: Sytuacja jest jaka jest obecnie i czekamy wszyscy na rozwój wydarzeń. Czego Wam brakuje najbardziej teraz, co być może nie do końca było docenianie wcześniej?
Kamil: Brakowało mi czasu na próbach na zgrywanie nowych piosenek. W lutym daliśmy ostatni koncert, w marcu mieliśmy mieć kilka tygodni na ogrywanie nowych kawałków. Niestety musieliśmy zawiesić nie tylko koncerty, ale też próby. Mamy tony materiału, który czeka na swoją szansę.
LDR: Jak sądzicie czy świat po tym całym zamieszaniu, które jest obecnie stanie się innym, lepszym miejscem?
Tomek: Nie sądzę, że zmieni się cokolwiek w jakimkolwiek aspekcie. Ostatnio pisarz Stefan Chwin powiedział w telewizji, że społeczeństwo nie jest ani dobre, ani złe, nie jest ani mądre, ani głupie – to jest odwieczny constans. I zgadzam się z tym w 100%.
Kamil: Obawiam się suszy zapowiadanej na lato oraz plagi komarów przez łagodną zimę. Będzie tylko gorzej. Obyśmy mogli dalej koncertować.. 😉

LDR: Jakie znaczenie ma według Was sztuka w sensie ogólnym, a muzyka w szczególności?
Marta: Muzyka i sztuka ogólnie to wspaniałe medium. W codziennym wyrażaniu siebie ograniczają nas słowa. Sztuka to bezpośredni przekaźnik uczuć. Kwestią osobną jest czy my sami jesteśmy na nią wrażliwi i potrafimy ją czytać.
Kamil: Obcowanie ze sztuką to to, co dodaje sensu życiu. Zarówno tworzenie jak i odbieranie. Muzyki jest obecnie wszędzie za dużo, dlatego trzeba się skupić, by znaleźć tą wartościową.
Tomek: Sztuka, a w szczególności muzyka, daje spełnienie, szczęście i zapomnienie tego, co złe. W tej kolejności.
LDR: Gdybyście chcieli zachęcić ludzi do posłuchania Waszej muzyki lub przyjścia na koncert to jakie słowo idealnie by oddało Waszą twórczość?
Kamil: Szczerość.
Tomek: Autentyczność 😉
LDR: Jak wszyscy, macie swoich muzycznych idoli. Jakie jest Wasze największe muzyczne marzenie i gdzie widzicie siebie za powiedzmy 5,10,20 lat?
Tomek: Chciałbym, żebyśmy mogli grać dużo koncertów i żebyśmy byli na tyle rozpoznawalni, żeby na nasze koncerty klubowe przychodziło 150-200 osób. To jest na dzień dzisiejszy moje marzenie. Dwa już spełniłem (znalazłem ludzi do grania w zespole i wydałem płytę), więc liczę, że może to uda mi się też spełnić. W sensie pozamuzycznym – fajnie byłoby móc pracować na pół etatu, a resztę utrzymania uzupełniać pieniążkami z grania.
Kamil: Dobrze będzie, gdy za 5 lat nazwa Gra Sów nie będzie smutnym wspomnieniem… Bądźmy szczerzy, zespół to duże poświęcenie i łatwo w niego zwątpić. Nawet największe kapele były o włos od rozwiązania.
Nic nie sugeruję – uważam, że Gra Sów ma potencjał, by zaistnieć na scenie, tylko musimy w to mocno wierzyć i działać.
Ps. W tym roku mija 5 lat od rozwiązania RWA 😉

LDR: Mamy nadzieję, że szybciej niż później spotkamy się na Waszym koncercie. Na koniec jeszcze pytanie od wszystkich Waszych fanów, czytelników Lubuskie Dobrze Rockuje oraz słuchaczy Radio SOK. Czego sobie i fanom życzycie?
Kamil: Słuchajcie siebie nawzajem, odkrywajcie małe rzeczy, wierzcie we własną siłę, słuchajcie tekstów piosenek. Szukajcie intencji, starajcie się nie oceniać po pozorach.

Z zespołem Gra Sów rozmawiał Jacek Hardyk.

Zdjęcia – archiwum prywatne zespołu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *