home Wywiady/Recenzje Raggafaya – dance. Filozofia słońca. Kwinto

Raggafaya – dance. Filozofia słońca. Kwinto

thumb (1)

            Sobotni Kwinto pod znakiem reggae. Od supportu – Riddim Badness, wiele mówiącym przedsmaku głównego dania, gwiazdy dnia – Raggafaya, odcienie reggae we wszystkich możliwych wymiarach, potężna dawka… Wyraziste reggao’we rytmy. Już w supporcie je słyszymy, bardzo dobrym, potem staną jeszcze bardziej klarowne.

Reggae’wa forma ekspresji artystycznej.

W Klubie dużo ludzi i gęsto – od emocji, od radości – jak zawsze na Raggafaya. Filozofia słońca zakorzeniona głęboko i rozłożyście, na podglebiu dobrego warsztatu muzycznego i starannego nagłośnienia. Barwy i odcienie lubianego stylu. Reggae na żywo, czyli wszystko, lub prawie wszystko, co można zrobić z tym rytmem (czy rytmami). Raggafaya showmańska, za sprawą charyzmatycznego wokalisty. Falujący tłum pod sceną. Zespół działa na widownię transowo.

Czyściutki równy rytm.

Odcienie. Reggae zaangażowane, antykorporacyjne, nie-globalistyczne (wtedy ta czystość gatunku…?). Nie-industrialne. Do rytmów reggae korespondująca z nimi w tekstach treść. Potem chyba przemieszane z innymi gatunkami. Muzycy sami się świetnie bawią, co się udziela fanom w sposób bezpośredni. Bardzo ciekawe improwizacje – na klawisze, potem na gitary. Nastrój reggae przenika w ściany Klubu, wsiąka w cegły, pulsuje. Koi. Las rąk jak kłosy zboża, falujące na jednym podmuchu. Reggae z mocnym uderzeniem – jakimś hard. Reggae żartobliwe. Jak różne rzeczy można robić w oparciu o doskonałe prawie opanowanie uprawianego stylu (też filozofii – myślę). Swobodnie – i pewnie – się czują muzycy w swojej konwencji (to ważne).

Gorąco w Kwinto, atmosfera podgrzana wzajemną dobrą korelacją oczekiwań fanów z ich odczytaniem przez muzyków. Scena i widownia to jedno – bywa w znowu nie tak wielu klubach muzycznych… Jest w międzyrzeckim Kwinto.

Raggafaya ma swój styl, kołysania w obłym swoim gabarycie wokół osi, wcisnęła się w taniec i w jego stylistykę. Odrobina ognia, wyluzowania po tym okręgu, owalu, swojej istotności, co się mieni kolorami jak światło w pryzmacie, przez SIĘ zauważona, ważna – i przedstawiona ogółowi. Muzycznie i tekstowo. Wsłuchujemy się w swój rytm. Reggae metalowe nieco – również, czemu nie? Mieszanka gatunków ciekawie skompilowana. Nic nie ogranicza przecież muzyków… Te trawestacje szczególnie się podobają, niedogmatyczne potraktowanie tematu (to stałe zawsze niebezpieczeństwo wszelkich konwencji, nawet BARDZO SŁUSZNYCH…). Też jest takie afrykańskie raggae, naturalistyczne, oszczędne instrumentalnie, obok tego bogatego w elektronikę. Co najważniejsze – energetyczny wokalista, w kontemplacji reggae’owej zanurzony absolutnie, śpiewa – trzeba mieć wiarę w siebie, trzeba mieć – tę wiarę – w drugiego człowieka… Bardzo poważne reggae… Filozofia słońca (jednak świecącego), czyli Raggafaya. Kolejna kwestia wyśpiewana z desek sceny – Czy NIEBO jest nielegalne? Bardzo zasadnicze pytanie! Kwintowe.

Iwona Wróblak